Kiedy sprawiedliwość przychodzi za późno. Kilka słów o odwołaniu darowizny, starości i człowieku, którego nie chcieliśmy zawieść

Są sprawy, które kończą się wraz z wydaniem wyroku. Są jednak i takie, które pozostają z prawnikiem na długo po zamknięciu akt.

Niedawno zmarł jeden z naszych klientów. Reprezentowaliśmy go wraz z jego żoną w sprawie o odwołanie darowizny gospodarstwa rolnego przekazanego wiele lat temu najbliższym członkom rodziny. Sprawa nadal znajduje się na etapie postępowania apelacyjnego.

Nie będziemy opisywać szczegółów pozwalających zidentyfikować strony. Nie taki jest cel tego tekstu. Chcemy natomiast opowiedzieć o problemie, który od lat obserwujemy w praktyce i który w tej konkretnej sprawie ujawnił się z wyjątkową siłą.

To historia o starości.
O zaufaniu.
O poczuciu krzywdy.
O granicach prawa.
I o pytaniu, czy wymiar sprawiedliwości zawsze nadąża za życiem.

Nasi klienci byli ludźmi, których trudno zapomnieć. Przez całe życie ciężko pracowali na swój majątek. Wychowali dzieci. Prowadzili gospodarstwo. Tak jak tysiące polskich rodzin wierzyli, że najcenniejszego dorobku nie zabiera się do grobu, lecz przekazuje następnemu pokoleniu.

Kiedy trafili do naszej kancelarii, nie ukrywaliśmy przed nimi, że ich sprawa będzie bardzo trudna. Mieliśmy tego pełną świadomość. Nie dlatego, że nie wierzyliśmy w przedstawianą przez nich historię. Wręcz przeciwnie. Problem polegał na tym, że polskie prawo dotyczące odwołania darowizny wygląda zupełnie inaczej w kodeksie, a zupełnie inaczej w praktyce sądowej.

Odwołanie darowizny a rażąca niewdzięczność

Przepis art. 898 § 1 Kodeksu cywilnego stanowi, że darczyńca może odwołać darowiznę nawet już wykonaną, jeżeli obdarowany dopuścił się względem niego rażącej niewdzięczności. Dla przeciętnego obywatela treść tego przepisu wydaje się stosunkowo prosta.

Jeżeli ktoś otrzymał od rodziców lub innych bliskich majątek, a następnie ich krzywdzi, porzuca, odwraca się od nich lub nie wywiązuje się z przyjętych wobec nich obowiązków, powinien liczyć się z konsekwencjami.

Tak myśli większość ludzi. Teoretycznie brzmi to rozsądnie. Problem pojawia się wtedy, gdy życie nie mieści się w prostych definicjach.

Bo jak ocenić sytuację starszych ludzi, którzy przekazali swój majątek w przekonaniu, że otrzymają pomoc i wsparcie na ostatnim etapie życia? Jak ocenić sytuację, w której człowiek w podeszłym wieku, schorowany i zależny od pomocy innych osób, twierdzi, że został pozostawiony bez opieki? Jak ocenić wieloletni brak zainteresowania losem darczyńcy? Jak ocenić sytuację, gdy obowiązki przyjęte przy przekazaniu majątku pozostają wyłącznie zapisami na papierze?

Tymczasem praktyka stosowania tego przepisu jest znacznie bardziej skomplikowana.

Przez lata orzecznictwo sądowe wypracowało bardzo rygorystyczne rozumienie pojęcia „rażącej niewdzięczności”. Sądy wielokrotnie wskazywały, że nie wystarczy zwykły konflikt rodzinny, nie wystarczy wzajemna niechęć, nie wystarczą nawet zachowania oceniane moralnie nagannie. Wymagane jest zachowanie szczególnie ciężkie, nacechowane znacznym stopniem złej woli i skierowane bezpośrednio przeciwko darczyńcy.

Oczywiście takie podejście ma swoje uzasadnienie. Instytucja odwołania darowizny nie może przecież służyć rozwiązywaniu każdego rodzinnego sporu. Powstaje jednak pytanie, czy współczesna wykładnia tego przepisu nie oddaliła się zbyt daleko od celu, dla którego został on stworzony.

W praktyce coraz częściej spotykamy się z sytuacjami, w których starsi ludzie są przekonani, że zostali pozostawieni bez pomocy i wsparcia po przekazaniu dorobku swojego życia, a jednocześnie słyszą, że nie doszło do zachowania kwalifikowanego jako rażąca niewdzięczność.

To właśnie ten rozdźwięk pomiędzy społecznym poczuciem sprawiedliwości a restrykcyjną wykładnią prawa był jednym z najważniejszych problemów w sprawie naszych klientów.

Starość, zależność i prawo do wysłuchania

Jeszcze bardziej poruszający jest jednak inny aspekt tej historii. Od wielu lat obserwujemy, że osoby starsze często stają się grupą niemal niewidoczną. Nie tylko w życiu społecznym, ale również w sporach prawnych. Ich głos bywa bagatelizowany. Ich emocje bywają sprowadzane do wieku. Ich poczucie krzywdy bywa traktowane jako element rodzinnego konfliktu. Ich zależność od innych ludzi staje się czymś zwyczajnym, choć w rzeczywistości jest źródłem ogromnego cierpienia.

Tymczasem starość nie odbiera człowiekowi prawa do szacunku. Nie odbiera prawa do godności. Nie odbiera prawa do tego, aby jego historia została wysłuchana z taką samą uwagą jak historia osoby młodej, zdrowej i samodzielnej.

Każdy z nas kiedyś stanie się osobą starszą. Każdy z nas będzie potrzebował pomocy innych ludzi. Każdy z nas będzie chciał wierzyć, że jego głos nadal ma znaczenie.

Czas procesu i realna ochrona osoby starszej

W sprawie naszych klientów szczególnie mocno wybrzmiewał jeszcze jeden problem.

Czas.

Z punktu widzenia instytucji procesowych kilka lat postępowania nie jest niczym wyjątkowym. Z punktu widzenia osiemdziesięcioletniego człowieka kilka lat procesu może oznaczać znaczną część pozostałego życia.

W toku postępowania apelacyjnego złożyliśmy wniosek o rozpoznanie sprawy poza kolejnością, wskazując na podeszły wiek oraz bardzo zły stan zdrowia naszych klientów. Nie będziemy oceniać przyczyn dalszego biegu sprawy. Pozostaje jednak pytanie, które naszym zdaniem powinno wybrzmieć znacznie szerzej niż tylko w tej jednej sprawie.

Czy państwo zapewnia osobie starszej realną ochronę prawną, jeżeli ostateczne rozstrzygnięcie przychodzi dopiero wtedy, gdy tej osoby już nie ma?

To nie jest pytanie o konkretny sąd. To nie jest pytanie o konkretną sprawę. To pytanie o system. O to, czy potrafimy dostrzec, że czas dla człowieka w podeszłym wieku płynie inaczej. W ostatnich latach życia nie mierzy się go już dekadami. Mierzy się go miesiącami. Czasami tygodniami.

Człowiek za numerem akt

Nasz klient nie doczekał zakończenia procesu.

Niezależnie od tego, jaki będzie jego ostateczny wynik, jest to fakt, którego nie da się zmienić. Dla niego ta sprawa nigdy nie była wyłącznie sporem o nieruchomość. Była próbą uzyskania odpowiedzi na pytanie, czy poczucie krzywdy, które nosił przez ostatnie lata życia, zostanie dostrzeżone i potraktowane poważnie.

Jako pełnomocnicy nie zawsze możemy zagwarantować klientowi wygraną. Nie zawsze możemy przewidzieć kierunek orzecznictwa. Nie zawsze możemy usunąć wszystkie niesprawiedliwości, których doświadcza człowiek. Możemy jednak zrobić wszystko, aby jego głos został usłyszany.

I właśnie dlatego ta sprawa pozostanie z nami na długo.

Nie dlatego, że dotyczyła skomplikowanego problemu prawnego. Nie dlatego, że obejmowała wieloletni konflikt rodzinny. Pozostanie dlatego, że za numerem akt stał człowiek. Człowiek, który do końca wierzył, że warto walczyć o sprawiedliwość.

Ten tekst nie jest polemiką z żadnym wyrokiem. Nie jest oceną żadnej osoby uczestniczącej w postępowaniu. Jest natomiast apelem o większą wrażliwość wobec ludzi starszych. O większą uważność wobec tych, którzy często nie mają już siły mówić głośno o swojej krzywdzie.

I o pamięć, że za każdym pozwem, za każdą sygnaturą i za każdą teczką akt znajduje się człowiek, którego życie nie może zostać odłożone do czasu zakończenia postępowania.

Bo czasami sprawiedliwość przychodzi za późno.
A czasami niektórzy nie doczekują jej wcale.

Aleksandra Brodnicka
Aleksandra Brodnicka
Artykuły: 66

Dodaj komentarz