Akademia Prawa Odszkodowawczego

Dlaczego sąd zasądził 100 000 zł, skoro ubezpieczyciel proponował 20 000 zł? Analiza rzeczywistych spraw.

Wiele osób po otrzymaniu decyzji ubezpieczyciela rezygnuje z dalszego dochodzenia swoich roszczeń. Tymczasem analiza publikowanego orzecznictwa pokazuje liczne sprawy, w których sądy przyznawały zadośćuczynienia wyższe od kwot wypłaconych w postępowaniu likwidacyjnym.

Czy ubezpieczyciel i sąd stosują inne przepisy?

Jednym z najczęściej powtarzanych przekonań jest to, że sądy przyznają wyższe zadośćuczynienia, ponieważ kierują się innymi przepisami niż ubezpieczyciele. To nieprawda. Zarówno zakład ubezpieczeń, jak i sąd oceniają roszczenia o zadośćuczynienie na podstawie tych samych przepisów Kodeksu cywilnego. W obu przypadkach punktem wyjścia jest przede wszystkim art. 445 k.c., który przewiduje możliwość przyznania poszkodowanemu „odpowiedniej sumy” tytułem zadośćuczynienia za doznaną krzywdę.

Skąd więc biorą się sytuacje, w których ubezpieczyciel wypłaca 20 000 zł, a sąd zasądza 80 000 zł lub nawet 150 000 zł?

Odpowiedź nie sprowadza się do samych przepisów. Kluczowe znaczenie ma sposób ich zastosowania do konkretnej sprawy. Zakład ubezpieczeń prowadzi postępowanie likwidacyjne i dokonuje własnej oceny zgłoszonego roszczenia. To on decyduje, czy przedstawione dowody uzasadniają wypłatę świadczenia oraz w jakiej wysokości.

Jeżeli poszkodowany nie zgadza się z tą oceną, spór trafia do sądu. Rolą sądu nie jest ponowne prowadzenie postępowania likwidacyjnego, lecz niezależna ocena, czy decyzja ubezpieczyciela odpowiada przepisom prawa i okolicznościom konkretnej sprawy. I właśnie tutaj najczęściej pojawiają się różnice.

Nie oznacza to, że ubezpieczyciele i sądy dysponują innymi przepisami ani że ubezpieczyciel nie ma możliwości zgromadzenia obszernego materiału dowodowego. W praktyce różnice wynikają przede wszystkim z tego, jak ocenione zostają skutki wypadku i rozmiar krzywdy poszkodowanego.

Dlaczego wynik sprawy może być inny niż decyzja ubezpieczyciela?

Skoro ubezpieczyciel i sąd stosują te same przepisy, naturalnie pojawia się kolejne pytanie – skąd biorą się różnice w wysokości przyznawanego zadośćuczynienia? Nie istnieje jedna odpowiedź.

Analiza rzeczywistych spraw pokazuje, że przyczyny mogą być różne. W jednych przypadkach po wydaniu decyzji ubezpieczyciela pojawiają się nowe okoliczności. W innych zarówno ubezpieczyciel, jak i sąd dysponują tym samym materiałem dowodowym, ale odmiennie oceniają jego znaczenie. Bywa również, że dopiero z upływem czasu ujawniają się rzeczywiste następstwa wypadku albo zmienia się ocena odpowiedzialności za zdarzenie.

W praktyce najczęściej spotykamy cztery sytuacje.

1Leczenie jeszcze się nie zakończyło.

W chwili wydawania decyzji przez ubezpieczyciela poszkodowany często nadal pozostaje w trakcie leczenia. Trudno wówczas jednoznacznie ocenić, czy rehabilitacja przyniesie oczekiwane rezultaty, czy konieczne będą kolejne zabiegi oraz jakie będą długofalowe skutki urazu.

Jeżeli po wydaniu decyzji pojawią się nowe okoliczności – na przykład kolejna operacja, pogorszenie stanu zdrowia albo konieczność dalszego leczenia – mogą one mieć wpływ na ocenę rozmiaru krzywdy.

Dobrym przykładem jest opisana wcześniej na naszym blogu sprawa poszkodowanej, która doznała poważnego urazu podczas gwałtownego hamowania autobusu komunikacji miejskiej. W chwili wydawania pierwszej decyzji leczenie nie było zakończone, a wiele następstw wypadku ujawniło się dopiero z upływem czasu. Kolejne operacje, dalsza rehabilitacja, leczenie psychiatryczne oraz orzeczenie o niepełnosprawności istotnie zmieniły obraz całej sprawy i wpłynęły na zmianę stanowiska ubezpieczyciela jeszcze na etapie postępowania likwidacyjnego.

Jest to przykład pokazujący, że skutki wypadku nie zawsze można właściwie ocenić bezpośrednio po zdarzeniu.

2Spór dotyczy oceny, a nie faktów.

Nie w każdej sprawie pojawiają się nowe dowody. Czasem zarówno ubezpieczyciel, jak i sąd dysponują tą samą dokumentacją medyczną. Różnica polega na tym, jak oceniają jej znaczenie.

  • Czy ból utrzymywał się przez kilka tygodni, czy przez wiele miesięcy?
  • Czy ograniczenie sprawności miało niewielki wpływ na codzienne życie, czy całkowicie zmieniło sposób funkcjonowania poszkodowanego?
  • Czy skutki psychiczne mają charakter przejściowy, czy będą odczuwalne przez lata?

To są pytania, na które odpowiedź nie zawsze jest oczywista. Właśnie dlatego ocena rozmiaru krzywdy może być różna.

3Dopiero czas pokazuje rzeczywiste skutki wypadku.

Niektórych następstw urazu nie da się ocenić kilka tygodni po zdarzeniu. Zdarza się, że początkowo rokowania są dobre, a z czasem pojawiają się przewlekłe dolegliwości, ograniczenia ruchomości, konieczność wszczepienia endoprotezy czy trwałe zmiany wpływające na codzienne funkcjonowanie.

Dlatego ostateczna ocena skutków wypadku bywa możliwa dopiero po zakończeniu leczenia albo po upływie dłuższego czasu od zdarzenia.

4Przedmiotem sporu nie zawsze jest tylko wysokość zadośćuczynienia.

Niektóre sprawy pokazują, że różnice wynikają również z odmiennej oceny odpowiedzialności za zdarzenie. Spór może dotyczyć między innymi przyczynienia się poszkodowanego, zasadności zwrotu kosztów leczenia, kosztów opieki czy potrzeby zakupu sprzętu ortopedycznego.

Zmiana stanowiska w jednej z tych kwestii może mieć istotny wpływ na ostateczny wynik całej sprawy.

Co pokazują rzeczywiste sprawy?

Każdy z opisanych mechanizmów można odnaleźć w orzecznictwie sądów. Dlatego zamiast ograniczać się do teorii, przyjrzyjmy się kilku rzeczywistym sprawom, w których sądy przyznały poszkodowanym wyższe zadośćuczynienia niż wcześniej wypłacili ubezpieczyciele.

Jak te mechanizmy wyglądają w praktyce? Analiza rzeczywistych spraw

Dotychczas omówiliśmy najczęstsze przyczyny, dla których wysokość zadośćuczynienia przyznanego przez ubezpieczyciela może różnić się od kwoty zasądzonej przez sąd. Są to jednak jedynie ogólne mechanizmy, które w każdej sprawie mogą występować w innym zakresie i z różnym nasileniem.

Najlepiej widać to na przykładzie rzeczywistych spraw sądowych. Analiza uzasadnień wyroków pozwala zrozumieć, jakie okoliczności miały decydujące znaczenie dla oceny rozmiaru krzywdy oraz dlaczego sąd uznał, że odpowiednim zadośćuczynieniem jest kwota wyższa niż ta wypłacona wcześniej przez ubezpieczyciela.

Nie chodzi przy tym o porównywanie samych kwot. Każda sprawa jest inna i nie istnieje prosty przelicznik pozwalający przewidzieć wysokość należnego zadośćuczynienia. Warto natomiast przyjrzeć się argumentom, które przekonały sądy do określonego rozstrzygnięcia.

Mechanizm nr 1. Sąd inaczej ocenia rozmiar krzywdy niż ubezpieczyciel

Jednym z najczęściej spotykanych powodów różnicy pomiędzy decyzją ubezpieczyciela a wyrokiem sądu nie jest pojawienie się nowych dowodów, lecz odmienna ocena tych samych okoliczności. W praktyce zdarza się, że zarówno ubezpieczyciel, jak i sąd dysponują tą samą dokumentacją medyczną, znają przebieg leczenia oraz skutki wypadku. Mimo to dochodzą do zupełnie różnych wniosków co do wysokości należnego zadośćuczynienia.

Przykład – wyrok Sądu Okręgowego w Gliwicach z 20 maja 2025 r. (sygn. akt I C 1416/23).

Stan faktyczny

Poszkodowana została potrącona przez samochód, doznając bardzo poważnych obrażeń lewej kończyny dolnej. W wyniku wypadku doszło między innymi do wieloodłamowego złamania kłykcia bocznego kości piszczelowej z przemieszczeniem oraz wieloodłamowego złamania kości strzałkowej. Konieczne było leczenie operacyjne z zastosowaniem materiału zespalającego, długotrwała rehabilitacja, a ponad dwa lata po wypadku przeprowadzono kolejny zabieg polegający na usunięciu zespolenia oraz plastyce więzadła. Pomimo leczenia poszkodowana nie odzyskała pełnej sprawności – nadal korzystała z ortezy, miała trudności z poruszaniem się oraz wykonywaniem wielu codziennych czynności, a przed wypadkiem była osobą całkowicie samodzielną.

Stanowisko ubezpieczyciela

W postępowaniu likwidacyjnym ubezpieczyciel początkowo przyznał poszkodowanej 7.500 zł tytułem zadośćuczynienia. Po ponownym zgłoszeniu roszczeń dopłacił kolejne 6.000 zł, uznając ostatecznie, że odpowiednim świadczeniem będzie 13.500 zł.

Ocena sądu

Sąd Okręgowy w Gliwicach ocenił jednak sprawę odmiennie. Uznał, że odpowiednią kwotą zadośćuczynienia jest 90.000 zł, a więc ponad sześciokrotnie więcej niż wypłacił ubezpieczyciel, i zasądził na rzecz poszkodowanej dodatkowo 76.500 zł.

Co istotne, sąd nie oparł swojego rozstrzygnięcia wyłącznie na ustalonym przez biegłych 20% trwałym uszczerbku na zdrowiu. W uzasadnieniu wyraźnie wskazał, że przy ustalaniu wysokości zadośćuczynienia należy uwzględnić całokształt skutków wypadku – rodzaj obrażeń, przebieg leczenia, liczbę przebytych operacji, intensywność cierpień fizycznych i psychicznych, trwałość następstw, wpływ urazu na codzienne funkcjonowanie oraz rokowania na przyszłość. Jednocześnie podkreślił, że „mierzenie krzywdy wyłącznie stopniem uszczerbku na zdrowiu stanowi niedopuszczalne uproszczenie”.

Wniosek z orzeczenia: Ta sprawa pokazuje, że wysokość zadośćuczynienia nie jest prostym następstwem procentowego uszczerbku na zdrowiu ani wynikiem matematycznego wyliczenia. Ostateczna ocena zależy przede wszystkim od tego, jak wypadek wpłynął na życie konkretnego człowieka.

To właśnie dlatego sądy wielokrotnie zwracają uwagę nie tylko na sam uraz, ale również na jego rzeczywiste konsekwencje – utratę samodzielności, konieczność pomocy osób bliskich, długotrwałe leczenie, ograniczenia w codziennym funkcjonowaniu oraz rokowania na przyszłość. Te elementy często mają znacznie większe znaczenie dla wysokości zadośćuczynienia niż sam procent trwałego uszczerbku na zdrowiu.

Mechanizm nr 2. Pełny wpływ wypadku na życie poszkodowanego ujawnia się dopiero z upływem czasu

Na etapie postępowania likwidacyjnego ubezpieczyciel dysponuje przede wszystkim dokumentacją medyczną i informacjami o przebiegu leczenia. Z czasem okazuje się jednak, że skutki wypadku wykraczają daleko poza sam uraz i okres rekonwalescencji. Dopiero po miesiącach można ocenić, jak trwałe ograniczenia wpływają na codzienne funkcjonowanie, życie rodzinne, aktywność zawodową czy możliwość realizowania dotychczasowych pasji. To właśnie dlatego sąd, rozpoznając sprawę po zakończeniu leczenia lub na jego bardziej zaawansowanym etapie, często dysponuje znacznie pełniejszym obrazem rzeczywistych następstw wypadku.

Przykład – wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie z 26 kwietnia 2026 r. (sygn. akt I C 720/22).

Stan faktyczny

Sprawa rozpoznawana przez Sąd Okręgowy w Warszawie dotyczyła kobiety, która podczas gwałtownego hamowania autobusu komunikacji miejskiej upadła na podłogę pojazdu, doznając poważnego złamania kompresyjnego kręgu kręgosłupa. Ubezpieczyciel uznał swoją odpowiedzialność i w postępowaniu likwidacyjnym wypłacił zadośćuczynienie w wysokości 22.000 zł. Poszkodowana uznała jednak, że świadczenie nie odpowiada rzeczywistym skutkom wypadku i wystąpiła do sądu o jego podwyższenie.

Stanowisko ubezpieczyciela

Pozwany ubezpieczyciel nie kwestionował samego faktu wypadku ani odpowiedzialności za jego skutki. Utrzymywał jednak, że wypłacona kwota stanowi odpowiednią rekompensatę za doznaną krzywdę. Podnosił również, że powódka nie wykazała zasadności dalszych roszczeń, a część zgłaszanych przez nią ograniczeń i kosztów pozostaje związana z chorobą samoistną – osteoporozą – a nie z następstwami wypadku.

Ocena sądu

Postępowanie dowodowe wykazało, że rzeczywiste konsekwencje wypadku okazały się znacznie dalej idące niż wynikało to z samego rozpoznania medycznego. Przez pierwsze tygodnie po zdarzeniu powódka była całkowicie zależna od pomocy najbliższych przy wykonywaniu podstawowych czynności życia codziennego. Przez wiele miesięcy nosiła gorset stabilizujący, a dolegliwości bólowe oraz ograniczenia ruchowe zmusiły ją do całkowitej zmiany dotychczasowego stylu życia.

Sąd zwrócił szczególną uwagę, że przed wypadkiem powódka prowadziła aktywne życie – uprawiała sport, podróżowała i utrzymywała intensywne kontakty rodzinne oraz towarzyskie. Po wypadku musiała zrezygnować z wielu aktywności, stała się zależna od pomocy dzieci przy codziennych obowiązkach, a przewlekłe dolegliwości bólowe oraz ograniczenia ruchowe wpłynęły również na jej funkcjonowanie psychiczne i społeczne. Nawet zwykłe korzystanie z komunikacji miejskiej wymagało od niej planowania podróży z uwzględnieniem możliwości zajęcia miejsca siedzącego oraz przyjmowania leków przeciwbólowych przed dłuższymi wyjściami z domu.

W konsekwencji sąd uznał, że rozmiar krzywdy był znacznie większy, niż wynikało to z oceny dokonanej w postępowaniu likwidacyjnym, i zasądził na rzecz powódki dalsze zadośćuczynienie.

Wniosek z orzeczenia: Wyrok ten dobrze pokazuje, że ocena krzywdy nie kończy się na ustaleniu rodzaju urazu ani przebiegu leczenia. Równie istotne jest ustalenie, w jaki sposób następstwa wypadku zmieniły codzienne życie poszkodowanego. Utrata samodzielności, konieczność korzystania z pomocy innych osób, rezygnacja z dotychczasowych aktywności czy trwałe ograniczenia w życiu rodzinnym i społecznym często ujawniają się dopiero z upływem czasu. To właśnie dlatego sąd, dysponując pełniejszym obrazem skutków wypadku, może dojść do odmiennej oceny rozmiaru krzywdy niż ubezpieczyciel.

Mechanizm nr 3. W chwili wydawania decyzji ubezpieczyciel nie zawsze dysponuje pełnym obrazem skutków zdrowotnych

Postępowanie likwidacyjne często kończy się stosunkowo szybko po zgłoszeniu szkody. Tymczasem proces leczenia cięższych urazów może trwać wiele miesięcy, a nawet kilka lat. W tym czasie mogą pojawić się kolejne operacje, powikłania lub trwałe następstwa, których nie sposób było przewidzieć na początku leczenia. Sąd rozpoznający sprawę po zakończeniu lub na bardziej zaawansowanym etapie leczenia ocenia już rzeczywisty, a nie jedynie przewidywany zakres szkody.

Przykład – wyrok Sądu Okręgowego w Kielcach z dnia 29 marca 2024 r., sygn. akt I C 384/23.

Stan faktyczny

Sprawa rozpoznawana przez Sąd Okręgowy w Kielcach dotyczyła młodego mężczyzny potrąconego przez kierującego quadem. W wyniku wypadku doznał bardzo ciężkich obrażeń, obejmujących między innymi uraz mózgu oraz wieloodłamowe, otwarte złamania obu podudzi. Już na etapie postępowania likwidacyjnego ubezpieczyciel uznał swoją odpowiedzialność i wypłacił powodowi 10.000 zł tytułem zadośćuczynienia, odmawiając wypłaty dalszych świadczeń. Poszkodowany uznał jednak, że decyzja ta nie odpowiada rzeczywistym skutkom wypadku i skierował sprawę do sądu.

Stanowisko ubezpieczyciela

Pozwany nie kwestionował odpowiedzialności za skutki wypadku, lecz twierdził, że roszczenia zgłoszone przez powoda są rażąco wygórowane. Kwestionował zarówno wysokość zadośćuczynienia, jak i dochodzone odszkodowanie oraz rentę, wskazując między innymi, że zakres następstw wypadku nie uzasadnia dochodzonych kwot.

Ocena sądu

Postępowanie dowodowe wykazało, że proces leczenia był znacznie bardziej skomplikowany, niż mogło to wynikać z sytuacji istniejącej na etapie likwidacji szkody. Po pierwszych operacjach nie uzyskano prawidłowego zrostu kości, co wymagało kolejnych zabiegów chirurgicznych, w tym usunięcia materiału zespalającego, przeszczepu kostnego oraz ponownej stabilizacji kończyny. W toku dalszego leczenia ujawniono również uszkodzenie nerwu strzałkowego oraz utrzymujące się zaburzenia funkcji kończyny, a powód nadal wymagał rehabilitacji i pozostawał pod opieką specjalistów. W chwili orzekania planowana była jeszcze kolejna operacja.

Sąd uwzględnił również długotrwały wpływ obrażeń na codzienne funkcjonowanie powoda. Przez wiele miesięcy wymagał on całodobowej pomocy osób bliskich, początkowo pozostawał osobą leżącą, następnie poruszał się na wózku inwalidzkim, a później przy pomocy kul. Wypadek uniemożliwił mu kontynuowanie prowadzonej działalności gospodarczej, zmusił do rezygnacji z aktywności sportowej oraz spowodował trwałe ograniczenia sprawności i konieczność dalszego leczenia.

Wniosek z orzeczenia: Wyrok ten pokazuje, że w sprawach dotyczących ciężkich obrażeń ocena rozmiaru krzywdy nie zawsze może zostać dokonana w krótkim czasie po wypadku. W miarę postępu leczenia mogą ujawniać się kolejne następstwa zdrowotne, konieczne mogą okazać się następne operacje lub rehabilitacja, a rokowania mogą ulec zmianie. Sąd, dysponując pełnym materiałem dowodowym zgromadzonym po zakończeniu lub na zaawansowanym etapie leczenia, może więc dojść do odmiennej oceny rozmiaru krzywdy niż ubezpieczyciel podejmujący decyzję na wcześniejszym etapie.

Mechanizm nr 4. Rozbieżności mogą wynikać również z odmiennej oceny odpowiedzialności lub przyczynienia się poszkodowanego

Nie każda różnica pomiędzy decyzją ubezpieczyciela a wyrokiem sądu wynika z odmiennej oceny rozmiaru krzywdy. Zdarza się, że spór dotyczy samej odpowiedzialności za wypadek albo tego, czy poszkodowany swoim zachowaniem przyczynił się do powstania lub zwiększenia szkody. W takich sprawach sąd przeprowadza własną ocenę materiału dowodowego, często korzystając z opinii biegłych z zakresu rekonstrukcji wypadków drogowych lub innych specjalistów.

Przykład – wyrok Sądu Rejonowego w Ciechanowie z dnia 17 marca 2026 r., sygn. akt I C 658/24.

Przed Sądem Rejonowym w Ciechanowie rozpoznawana była sprawa rowerzysty, który doznał obrażeń w wyniku zderzenia z samochodem wyjeżdżającym z drogi podporządkowanej. Ubezpieczyciel wypłacił poszkodowanemu 7.000 zł zadośćuczynienia, jednak w toku procesu podniósł dodatkowo, że rowerzysta przyczynił się do powstania szkody, wskazując między innymi na jego ciemny ubiór podczas jazdy po zmroku.

Przykład – wyrok Sądu Apelacyjnego w Lublinie z dnia 12 marca 2026 r., sygn. akt: I ACa 2072/25.

Sąd dopuścił dowód z opinii biegłego z zakresu rekonstrukcji wypadków drogowych. Na jej podstawie ustalił, że rower poruszał się zgodnie z przepisami i był prawidłowo oświetlony, natomiast przepisy nie nakładają na rowerzystę obowiązku używania odzieży odblaskowej. W konsekwencji sąd uznał, że nie ma podstaw do przypisania poszkodowanemu przyczynienia się do szkody i zasądził dalsze zadośćuczynienie.

Jak sądy oceniają przyczynienie?

Istotne wskazówki dotyczące stosowania art. 362 k.c. zawiera również wyrok Sądu Apelacyjnego w Lublinie. Sąd podkreślił, że ustalenie przyczynienia się poszkodowanego nie prowadzi automatycznie do proporcjonalnego obniżenia należnego świadczenia. Przepis art. 362 k.c. nie nakazuje mechanicznego zmniejszenia odszkodowania lub zadośćuczynienia o określony procent. Najpierw należy ustalić, czy zachowanie poszkodowanego rzeczywiście pozostaje w adekwatnym związku przyczynowym z powstaniem szkody, a następnie ocenić wszystkie okoliczności konkretnej sprawy, w tym charakter zachowania obu stron, stopień naruszenia obowiązków oraz względy słuszności.

W rozpoznawanej sprawie sąd analizował tragiczny wypadek, w którym śmierć poniosło kilkuletnie dziecko. Mimo że zachowanie dziecka miało wpływ na przebieg zdarzenia, sąd zwrócił uwagę, że ze względu na jego wiek ocena przyczynienia wymaga szczególnej ostrożności i nie może sprowadzać się do prostego matematycznego pomniejszenia należnego świadczenia.

Wniosek z orzeczeń: Oba wyroki pokazują, że spory dotyczące odpowiedzialności lub przyczynienia się poszkodowanego należą do najbardziej złożonych elementów postępowań odszkodowawczych. Ostateczne rozstrzygnięcie zależy nie od prostego zastosowania procentowych wskaźników, lecz od szczegółowej analizy okoliczności konkretnego wypadku oraz zgromadzonego materiału dowodowego. To właśnie dlatego sąd może dojść do innych wniosków niż ubezpieczyciel prowadzący postępowanie likwidacyjne.

Podsumowanie

Przedstawione przykłady pokazują, że sądy i ubezpieczyciele nie stosują odmiennych przepisów prawa ani nie posługują się różnymi zasadami ustalania zadośćuczynienia. Różnice pomiędzy decyzją wydaną w postępowaniu likwidacyjnym a późniejszym wyrokiem sądu najczęściej wynikają z odmiennej oceny okoliczności konkretnej sprawy oraz materiału dowodowego.

Jak pokazuje orzecznictwo, na wysokość zadośćuczynienia może wpływać wiele czynników. Sąd może inaczej ocenić rozmiar tej samej krzywdy, uwzględnić skutki wypadku, które ujawniły się dopiero z upływem czasu lub w toku dalszego leczenia, a także odmiennie ocenić kwestie odpowiedzialności czy przyczynienia się poszkodowanego. Każda z tych okoliczności może mieć istotne znaczenie dla ostatecznego rozstrzygnięcia.

Jednocześnie należy pamiętać, że każde postępowanie odszkodowawcze ma indywidualny charakter. Nawet pozornie podobne sprawy mogą różnić się przebiegiem leczenia, zakresem następstw zdrowotnych, sytuacją życiową poszkodowanego czy zgromadzonym materiałem dowodowym. Z tego względu pojedyncze orzeczenie nie stanowi gotowego wzorca dla wszystkich spraw, ale pozwala lepiej zrozumieć, jakie okoliczności sądy uznają za istotne przy ustalaniu odpowiedniej wysokości zadośćuczynienia.

Analiza rzeczywistych wyroków prowadzi do jednego zasadniczego wniosku – różnice pomiędzy decyzją ubezpieczyciela a orzeczeniem sądu nie są wynikiem stosowania innych przepisów prawa, lecz konsekwencją indywidualnej oceny konkretnej sprawy oraz materiału dowodowego dostępnego na etapie podejmowania rozstrzygnięcia. To właśnie dlatego w podobnych na pierwszy rzut oka przypadkach ostateczna wysokość przyznanego zadośćuczynienia może być różna.

Sprawy o odszkodowanie i zadośćuczynienie

Przy analizie sprawy odszkodowawczej sprawdzamy nie tylko dokumentację medyczną i decyzję ubezpieczyciela. Ustalamy również, jakie koszty poniósł poszkodowany, jakiej pomocy potrzebował, czy utracił dochody oraz jak wypadek wpłynął na jego codzienne funkcjonowanie. Pozwala to ocenić, czy zgłoszone roszczenia obejmują wszystkie rzeczywiste następstwa zdarzenia.

Aleksandra Brodnicka
Aleksandra Brodnicka
Artykuły: 76