Spory z bankami i instytucjami finansowymi
PKO BP proponuje ugody w sprawach kredytów „Alicja”. Co sprawdzić przed podpisaniem?
Propozycje ugodowe banki zazwyczaj przesyłają listownie albo mailowo. W jednej z prowadzonych przez nas spraw dotyczących kredytu „Alicja” PKO BP postanowił jednak pójść o krok dalej.
Bank początkowo kontaktował się bezpośrednio z kredytobiorcami. Kiedy zwróciliśmy się o kierowanie dalszych propozycji do ustanowionego pełnomocnika, korespondencja ustała. Po pewnym czasie kredytobiorców odwiedził przedstawiciel banku, aby osobiście zachęcić ich do zawarcia ugody.
Nie wiemy, czy jest to nowa formuła programu „ugoda z dostawą do domu”. Wiemy natomiast, że rozmowy dotyczą umowy zawartej w latach 90., wieloletnich rozliczeń, późniejszego aneksu frankowego oraz roszczeń liczonych w setkach tysięcy złotych. Takiej decyzji nie powinno się podejmować pod wpływem niespodziewanej wizyty ani wyłącznie na podstawie kwoty, którą bank proponuje wypłacić.
Kredyt „Alicja” i ugoda z PKO BP – najważniejsze informacje
- Propozycja ugody nie oznacza, że bank uznaje nieważność umowy.
- Wielu kredytobiorców nie wie, że pierwotna umowa „Alicja” może zostać zakwestionowana w sądzie i stanowić podstawę roszczeń pieniężnych wobec banku.
- Przed oceną ugody trzeba sprawdzić pierwotną umowę, a nie tylko późniejszy aneks.
- Kredyt występujący później jako „Własny Kąt” albo kredyt powiązany z CHF mógł wcześniej być kredytem „Alicja”.
- Całkowita spłata kredytu lub zawarcie aneksu nie usuwają automatycznie wad pierwotnej umowy i nie przekreślają same w sobie możliwości dochodzenia roszczeń.
- Wartość ugody należy porównać z pełną historią wpłat, saldem przyjętym w aneksie oraz zakresem roszczeń, z których kredytobiorca ma zrezygnować.
- Podpisanie ugody bez wcześniejszej analizy może definitywnie zamknąć drogę do dochodzenia znacznie dalej idących roszczeń przed sądem.
Czym był kredyt „Alicja” PKO BP?
„Alicja” była kredytem na cele mieszkaniowe z odroczoną spłatą części należności, oferowanym przez PKO BP w latach 90. Produkt miał umożliwić finansowanie zakupu lub budowy nieruchomości osobom, dla których klasyczna rata kredytu mieszkaniowego byłaby zbyt wysoka.
Niższa rata nie oznaczała jednak, że bank rezygnował z części należnych odsetek. Jeżeli kwota wpłacana przez kredytobiorcę nie wystarczała na ich pokrycie, różnica mogła zostać dopisana do zadłużenia i dalej oprocentowana.
Powstawał mechanizm trudny do zaakceptowania z punktu widzenia zwykłego rozumienia kredytu: kredytobiorca płacił raty w wysokości wskazywanej przez bank, nie miał zaległości, a mimo to kapitał niemal nie malał. Niekiedy całkowite zadłużenie rosło.
Szerzej o konstrukcji kredytów „Alicja”:
Bank wskazywał wysokość raty, a zadłużenie i tak rosło
W sprawach dotyczących „Alicji” istotne jest to, że wzrost zadłużenia nie zawsze wynikał z opóźnień albo braku spłat. Kredytobiorcy otrzymywali od banku zawiadomienia określające wysokość raty i regulowali wskazane kwoty.
Problem tkwił w konstrukcji samej umowy. Rata była obliczana według mechanizmu odrębnego od mechanizmu naliczania odsetek. Nie musiała więc wystarczać na pokrycie odsetek należnych za dany miesiąc, a tym bardziej prowadzić do regularnego zmniejszania kapitału.
Dobrze pokazuje to jedna z analizowanych przez nas umów. Bank wypłacił kredytobiorcom 100 tys. zł. W ciągu kolejnych siedmiu lat kredytobiorcy wpłacili ponad 87 tys. zł, ale na spłatę kapitału bank zaliczył z tej kwoty niewiele ponad 400 zł.
Po siedmiu latach regularnych wpłat kapitał pozostawał więc niemal taki sam jak na początku. Jednocześnie bank wykazywał ponad 109 tys. zł skapitalizowanych odsetek, a całkowite zadłużenie przekroczyło 208 tys. zł.
Ponad 87 tys. zł wpłat. Około 400 zł spłaconego kapitału. Zadłużenie ponad dwa razy wyższe niż kwota pierwotnego kredytu.
Nie był to rezultat zaprzestania spłaty. Był to skutek wykonywania umowy zgodnie z mechanizmem przygotowanym przez bank.
Problem nie sprowadza się wyłącznie do kapitalizacji odsetek
Ocena umowy „Alicja” nie powinna opierać się na prostym stwierdzeniu, że każde dopisanie odsetek do zadłużenia było niedopuszczalne. Bank może odwoływać się do przepisów obowiązujących w dacie zawarcia umowy i przewidzianych wówczas wyjątków.
Znaczenie ma całe połączenie zastosowanych rozwiązań:
- rata mogła nie pokrywać nawet bieżących odsetek;
- niepokryta część odsetek powiększała zadłużenie;
- bank naliczał dalsze oprocentowanie od zwiększonego salda;
- wpłaty zaliczano najpierw na odsetki, a dopiero później na kapitał;
- umowa mogła nie wskazywać przewidywalnego końcowego terminu spłaty;
- kredytobiorca nie był w stanie samodzielnie sprawdzić, kiedy i przy jakiej łącznej kwocie wpłat kredyt zostanie ostatecznie rozliczony.
W praktyce terminowe regulowanie wszystkich rat nie gwarantowało wyjścia z zadłużenia. To właśnie ocena całej konstrukcji, a nie jednego wyrwanego z umowy postanowienia, ma zasadnicze znaczenie.
Nie każdy dawny kredyt „Alicja” nadal tak się nazywa
To szczególnie ważne dla osób, które zawierały z PKO BP aneksy zmieniające zasady spłaty.
W części przypadków bank zmieniał nazwę produktu, numer umowy, sposób spłaty oraz walutę dalszych rozliczeń. Umowa mogła następnie funkcjonować jako kredyt mieszkaniowy „Własny Kąt” udzielony we frankach szwajcarskich.
Kredytobiorca przeglądający dziś późniejsze dokumenty może więc sądzić, że posiadał zwykły kredyt CHF. Dopiero pierwotna umowa pokazuje, że zobowiązanie zaczęło się od kredytu na cele mieszkaniowe z odroczoną spłatą części należności, czyli „Alicji”.
Dlatego analiza nie powinna rozpoczynać się od ostatniego aneksu albo zaświadczenia bankowego. Trzeba najpierw ustalić:
- jaka umowa została zawarta pierwotnie;
- jak zmieniały się jej nazwa i numer;
- jakie saldo bank wykazywał przed podpisaniem aneksu;
- jaka część tego salda stanowiła kapitał, a jaka skapitalizowane odsetki;
- czy całość została następnie przeliczona na walutę obcą.
Aneks CHF mógł obejmować również skapitalizowane odsetki
W analizowanej przez nas sprawie zadłużenie przyjęte w aneksie składało się z niemal całego pierwotnego kapitału oraz skapitalizowanych odsetek, których wartość była wyższa niż sam wypłacony kredyt. Dopiero tak utworzone saldo bank przeliczył na franki szwajcarskie.
Ryzykiem kursowym objęto więc nie tylko kwotę kapitału pozostającą do spłaty. Obejmowało ono również zadłużenie powstałe w wyniku wcześniejszego działania mechanizmu „Alicji”.
Późniejszy aneks mógł wprowadzić dodatkowo typowe dla umów powiązanych z walutą obcą problemy: przeliczenie salda według kursu kupna z tabeli banku, spłatę według kursu sprzedaży oraz brak przejrzystych zasad ustalania tych kursów.
Nie oznacza to, że każda umowa „Alicja” zmieniona aneksem CHF zostanie uznana przez sąd za nieważną. Oznacza natomiast, że aneksu nie należy oceniać w oderwaniu od sposobu, w jaki wcześniej powstało saldo objęte przeliczeniem.
Czy aneks naprawiał pierwotną umowę „Alicja”?
Podpisanie aneksu nie oznacza automatycznie, że wcześniejsze rozliczenia zostały zaakceptowane przez kredytobiorcę ani że wszystkie problemy pierwotnej umowy zniknęły.
Trzeba sprawdzić, czy aneks rzeczywiście tworzył nową i niezależną relację, czy jedynie zmieniał zasady dalszego wykonywania dotychczasowej umowy. Szczególne znaczenie ma odpowiedź na pytanie, czy podstawą dalszych rozliczeń było saldo powstałe wskutek wcześniejszego naliczania i kapitalizowania odsetek.
Jeżeli aneks opierał się na takim saldzie, zmiana nazwy kredytu, waluty albo sposobu spłaty nie cofała wcześniejszych operacji. Mogła natomiast przenieść ich skutki do kolejnego etapu wykonywania umowy.
Kredyt „Alicja” został całkowicie spłacony. Czy nadal warto go sprawdzić?
Całkowita spłata kredytu nie zmienia tego, w jaki sposób bank wcześniej zaliczał wpłaty, ustalał oprocentowanie oraz powiększał saldo o niespłacone odsetki.
Sama spłata nie przesądza więc, że kredytobiorcy nie przysługują żadne roszczenia. Nie oznacza również automatycznie, że takie roszczenia istnieją. W przypadku zakończonej umowy trzeba zbadać m.in. historię wpłat, treść aneksów, sposób zamknięcia kredytu, daty rozliczeń i przedawnienie.
W jednej z opisanych przez Rzecznika Finansowego spraw kredytobiorcy pożyczyli 90 tys. zł i w ciągu 19 lat wpłacili 206 tys. zł, a mimo to bank nadal wykazywał cały kapitał oraz dodatkowe skapitalizowane odsetki. Umowę uznano prawomocnie za nieważną. Rzecznik Finansowy – prawomocny wyrok w sprawie kredytu „Alicja”.
Problematykę tych umów dostrzegł również Prokurator Generalny, który w innej sprawie wniósł skargę nadzwyczajną, wskazując m.in. na brak terminu spłaty i mechanizm powodujący narastanie zobowiązania mimo wpłat. Było to stanowisko przedstawione w skardze, a nie automatyczne rozstrzygnięcie dotyczące wszystkich umów tego rodzaju. Prokuratura Krajowa – kredyt niemożliwy do spłacenia.
Dlaczego PKO BP proponuje ugody dotyczące „Alicji”?
Nie znamy wewnętrznych motywów banku i sama propozycja ugody nie stanowi przyznania, że umowa jest nieważna. Można jednak przypuszczać, że bank bierze pod uwagę ryzyko prawne, koszty procesów, odsetki oraz możliwość zainteresowania dawnymi umowami większej grupy kredytobiorców.
Według publicznie dostępnych informacji kredyt „Alicja” zaciągnęło ponad 100 tys. klientów. W 2019 r. podawano, że około 99% zobowiązań zostało spłaconych albo objętych zmianą formuły spłaty, a pierwotną „Alicję” nadal spłacało tylko kilkaset osób. Money.pl – kredyt „Alicja” i skala produktu.
Nie oznacza to jednak, że problem dotyczy wyłącznie tych kilkuset nadal czynnych umów. Potencjalnie zainteresowane analizą mogą być również osoby, które:
- całkowicie spłaciły kredyt;
- zawarły z bankiem porozumienie zmieniające zasady spłaty;
- przekształciły „Alicję” w kredyt CHF;
- zawarły później kolejne aneksy;
- nie wiedzą, że późniejszy „Własny Kąt” powstał na podstawie wcześniejszej „Alicji”.
Skala historycznego portfela była znaczna. W sprawozdaniu za pierwsze półrocze 2004 r. PKO BP wykazywał kredyty „Alicja” o wartości brutto ponad 974 mln zł, obejmującej prawie 78 mln zł skapitalizowanych odsetek. Rok wcześniej wartość brutto tego portfela przekraczała 1,34 mld zł. Są to dane historyczne i nie pozwalają wyliczyć obecnych roszczeń, ale pokazują, że „Alicja” nie była produktem marginalnym. Sprawozdanie finansowe PKO BP za pierwsze półrocze 2004 r.
Może więc bank nie obawia się jednej sprawy dotyczącej „Alicji”. Być może istotne jest ryzyko, że po swoje umowy i historie rozliczeń sięgną kolejne osoby.
Wizyta przedstawiciela banku u kredytobiorców
Nie twierdzimy, że każda próba bezpośredniego kontaktu banku z kredytobiorcą reprezentowanym przez pełnomocnika automatycznie narusza określony przepis prawa. Sposób prowadzenia takich rozmów trzeba oceniać na podstawie konkretnych okoliczności.
Trudno jednak uznać za właściwą sytuację, w której po wyraźnej prośbie o kierowanie propozycji do pełnomocnika bank przestaje odpowiadać kancelarii, a następnie wysyła swojego przedstawiciela bezpośrednio do domu kredytobiorców.
Sprawa pozostaje w toku, obie strony są reprezentowane przez profesjonalnych pełnomocników, a proponowana ugoda może prowadzić do rezygnacji z roszczeń o znacznej wartości. Kredytobiorcy powinni mieć możliwość spokojnego zapoznania się z dokumentem i porównania jego skutków z innymi dostępnymi rozwiązaniami.
Ugoda nie jest produktem, który powinien być sprzedawany przy drzwiach.
Co sprawdzić przed zawarciem ugody z PKO BP?
Kwota proponowana przez bank to tylko jeden z elementów oceny. Nie można porównywać jej wyłącznie z aktualnym saldem zadłużenia ani traktować każdej wypłaty jako automatycznie korzystnego rozwiązania.
Przed podjęciem decyzji trzeba zestawić:
- kwotę rzeczywiście wypłaconego kapitału;
- wszystkie wpłaty dokonane przed i po zawarciu aneksów;
- kwoty zaliczone przez bank na kapitał, odsetki bieżące i odsetki skapitalizowane;
- saldo przyjęte w aneksie zmieniającym zasady spłaty;
- skutki przeliczenia zadłużenia na CHF;
- wysokość świadczenia proponowanego przez bank;
- zakres wzajemnych zrzeczeń i oświadczeń zawartych w ugodzie;
- możliwe roszczenia, koszty, czas trwania i ryzyka postępowania sądowego.
Dopiero takie porównanie pokazuje, za co bank rzeczywiście płaci i z czego kredytobiorca ma zrezygnować.
Czy warto zawrzeć ugodę dotyczącą kredytu „Alicja”?
Nie ma jednej odpowiedzi właściwej dla wszystkich kredytobiorców. Ugoda może ograniczać czas, koszty i niepewność związaną z procesem. Może być jednak niekorzystna, jeżeli proponowana kwota pozostaje niewspółmierna do wartości możliwych roszczeń albo dokument zawiera bardzo szerokie zrzeczenie się wszelkich obecnych i przyszłych żądań wobec banku.
Szczególnej ostrożności wymagają sprawy, w których:
- pierwotny kredyt został później powiązany z CHF;
- saldo przyjęte w aneksie obejmowało znaczną wartość skapitalizowanych odsetek;
- kredyt został całkowicie spłacony;
- suma wpłat wielokrotnie przekracza wypłacony kapitał;
- bank proponuje ugodę bez przedstawienia pełnego sposobu rozliczenia;
- negocjacje są prowadzone bezpośrednio z kredytobiorcą mimo ustanowienia pełnomocnika.
Sama gotowość banku do wypłaty określonej kwoty nie odpowiada jeszcze na pytanie, czy ugoda jest korzystna.
Jakie dokumenty są potrzebne do analizy?
Do oceny umowy i propozycji ugodowej potrzebne są przede wszystkim:
- pierwotna umowa kredytu na cele mieszkaniowe z odroczoną spłatą części należności;
- wszystkie aneksy i porozumienia zawarte z PKO BP;
- historia spłat z podziałem na kapitał, odsetki oraz inne należności;
- dokument wskazujący saldo przyjęte przy zmianie formuły spłaty lub przeliczeniu na CHF;
- korespondencja z bankiem;
- projekt albo warunki proponowanej ugody.
Jeżeli część dokumentów nie została zachowana, przed oceną roszczeń trzeba ustalić, które informacje powinien przedstawić bank.
Analiza kredytu „Alicja” i propozycji ugody
Kancelaria prowadzi sprawy dotyczące kredytów „Alicja” PKO BP, w tym umów zmienionych późniejszymi aneksami i przekształconych w kredyty powiązane z frankiem szwajcarskim.
Analiza obejmuje pierwotną umowę, sposób powstania salda zadłużenia, kolejne aneksy, historię wpłat oraz warunki proponowanej ugody. Dopiero na tej podstawie można porównać propozycję banku z możliwym wynikiem rozliczenia umowy.
